Warto Być Konsekwentnym

Warto Być Konsekwentnym

Żyjemy w czasach, kiedy ludzie mają coraz większą świadomość, jak ważny w życiu jest ruch, czy zdrowe odżywianie. Modne zrobiły się terminy takie jak fit czy bio, a w Internecie i telewizji w kółko słyszy się o dietach, które przynoszą cudowne efekty. Diety pudełkowe, zegarki do mierzenia tętna, czy aplikacje mobilne kwitną jak grzyby po deszczu, a media społecznościowe i chęć dzielenia się efektami jest na tyle kusząca, że bardzo chętnie wchodzimy w świat zdrowego trybu życia, oczekując od siebie wspaniałych efektów.Jednak odchudzanie nie jest takie proste jakby się mogło z początku wydawać. Wiele osób boryka się z brakiem motywacji bądź efektem jojo, dlatego szybko poddają się, zanim osiągną wymarzony sukces.Chciałabym opowiedzieć swoją historię odchudzania, zakończoną 38 kilogramowym sukcesem. Chcę powiedzieć wszystkim, którzy się zmagają z nadwagą, że warto walczyć, bo jak się czegoś bardzo pragnie, to wszystko jest możliwe.Przytyłam, ponieważ choruję. Przez długie lata nie mogłam prawie w ogóle wychodzić z domu, przez co miałam mało ruchu i mocno przybrałam na wadze. Kiedy postanowiłam coś z tym zrobić, ważyłam  94 kilogramy. Ze względu na chorobę nie mogłam korzystać z miejsc, które były na zewnątrz. Nie mogłam pójść ani do dietetyka ani na siłownię. Dlatego postanowiłam zająć się wszystkim całkiem sama. Nie było to łatwe, ponieważ jedyne co wtedy wiedziałam o odżywaniu, to było to, że kalorie to małe wredne stworzonka, które co noc zmniejszają o odrobinkę ubrania. J Dlatego musiałam się odpowiednio przygotować.Zawsze w życiu staram się robić wszystkie większe rzeczy według ustalonego wcześniej planu. Daje mi to poczucie bezpieczeństwa, nic mnie wtedy nagle nie zaskoczy i zawsze wiem co robić. Dla mnie plany działają, dlatego w tym przypadku również musiałam uzbroić się w odpowiedni plan i odpowiednią wiedzę przed rozpoczęciem. Na chudnięcie zaplanowałam sobie 9 miesięcy. Zaczęłam w marcu, a skończyć chciałam na Gwiazdkę, żeby w trakcie pieczenia świątecznych ciast nie było mi przykro. I z dumą mogę powiedzieć, że ten plan zrealizowałam co do dnia. Miesiąc przed planowanym odchudzaniem zaczęłam czytać na temat, odżywiania, utraty wagi oraz ćwiczeń, żeby poznać przeciwnika jak najlepiej. W trakcie poszukiwań natrafiałam na różne diety, suplementy i gotowe programy odchudzające. Niektóre z nich mnie bardzo zaciekawiły i zapewne ułatwiłyby mi całą trudną drogę, ale w tamtym momencie chciałam wszystko zrobić sama. Z jedzeniem też miałam kłopot. Nie mogłam pójść tradycyjnie na dietę, ponieważ częścią mojej choroby są różne fobie żywieniowe, więc musiałam porządnie się zastanowić jak to zrobić. Nie mogłam sobie całkiem zabrać różnych produktów, których i tak jadłam mało. Nie mogłam też odebrać sobie słodyczy, mięsa czy białej mąki, ponieważ będąc świadoma jaki ogrom pracy mnie czeka, obiecałam sobie, że zrobię to raz i przenigdy więcej i utrzymam wagę. Taki wysiłek byłam w stanie zrobić tylko raz w życiu, dlatego teraz bardzo szanuję efekty.  Nierealnym dla mnie by było pozbawić się wtedy rzeczy, które i tak i tak bym jadła, po zakończeniu odchudzania. Jakbym sobie zabrała żelki czy czekoladę, to bardzo szybko bym miała poczucie krzywdy. Włączyło by mi się myślenie, że odchudzanie jest karą i jestem pewna, że wtedy bym nie wytrwała.Postanowiłam więc jeść nadal wszystko jak do tej pory, ale liczyć kalorie (miałam do tego aplikację na telefonie), i trochę pozmieniać w ilościach i proporcjach. Na początku białe pieczywo zamieniłam na ciemne albo ryżowe, a białe jadłam o wiele rzadziej. Jadłam też o wiele więcej warzyw i owoców, a słodyczy mniej. Mięsa jadałam zawsze mało i nic tu nie zmieniałam. Pilnowałam też, żeby nie jadać po godzinie osiemnastej. Jadałam dziennie 1400 kalorii, w regularnych 4-5 posiłkach dziennie. Żeby organizm nie miał potrzeby magazynowania tłuszczu, to musiałam mu dostarczać kalorii w dosyć małych odstępach czasowych. Dlatego do standardowych trzech posiłków dziennie dodałam sobie jeszcze dwa, jednym z nich była przekąska. Bardzo pilnowałam tej regularności i posiłki przeplatałam z ćwiczeniami. Ćwiczyłam przez godzinę 5 razy w tygodniu. Czytając o ćwiczeniach, postawiłam na takie, które spalają tłuszcz i budują mięśnie, ale też rozciągające. Ćwiczyłam na stepperze, robiłam brzuszki, pompki, oraz rozciąganie. Na początku było mi bardzo trudno. Nie dawałam rady ćwiczyć nawet pół godziny, więc zaczynałam od 10 minut dziennie i z każdym dniem dodawałam najpierw po jednej, a później po pięć minut, aż doszłam do pełnej godziny. Kosztowało mnie to bardzo wiele wysiłku i ciężkiej zadyszki, ale byłam świadoma tego jak będzie wyglądać moja skóra, jeśli nie będę ćwiczyć. Dzięki tamtym wysiłkom, dzisiaj nie muszę zbytnio narzekać na swoją figurę i skórę. Brzuch przysparza mi trochę kompleksów, ale pamiętam jak wyglądał kiedyś, więc teraz bardzo doceniam jego obecny wygląd.Najgorszy był dla mnie początek, kiedy to przez ponad miesiąc nie schudłam ani kilograma. Wtedy miałam najgorsze załamania, ale nadal trzymałam się wcześniej ustalonego planu, ponieważ czytałam wcześniej, że może tak się zdarzyć, że organizm będzie potrzebował dużo czasu na przestawienie się, więc starałam się nie tracić ani nadziei ani motywacji. Później machina ruszyła i z każdym dniem ważyłam odrobinkę mniej. Nigdy w trakcie odchudzania nie myślałam o tym, że fajnie będzie być szczupłą. Taka myśl nie dodawała mi sił. Bałam się, że może mi się nie udać i przez cały ten okres nie miałam pewności, że odniosę sukces, więc nie chciałam wywierać na sobie presji, tylko trzymać się wcześniejszego planu i to mi wystarczyło. Oczywiście, że miałam chwile zwątpienia i spadki motywacji, ale wtedy pomagała mi myśl, że jeśli coś robię, to z każdym dniem jestem o krok bliżej do celu. Ten kto robi chociaż malutki kroczek dziennie, nawet potykając się i przewracając po drodze, to zawsze będzie o ten kroczek bliżej do celu, od kogoś kto siedzi i nie robi nic. Zawsze było mi szkoda przerwać i zmarnować czas, który już na to poświeciłam, bo to zawsze o dzień, tydzień, czy miesiąc bliżej celu, a jakbym przerwała, to bym później musiała zaczynać od nowa, więc uznałam, że nie warto przerywać, tylko trzeba w tym wytrwać pomimo wszystko.Moi znajomi długo nie zauważyli, że coś się dzieje, a ja raczej niechętnie się z nimi dzieliłam swoimi sukcesami. Bałam się, że ktoś nieświadomie, może mnie zniechęcić lub zrobić przykrość. Czasami jak komuś napomknęłam, to słyszałam opinie, że to bez sensu, bo mam za dużo „cielska”, żeby sama sobie z tym poradzić i że „NIGDY” mi się nie uda schudnąć bez dietetyka czy diety pudełkowej. Dlatego bardzo mało rozmawiałam ze znajomymi na ten temat. Całą moją walkę widział mój mąż, który jedyny bardzo mnie wspierał i wierzył we mnie od początku do końca i ogromne wsparcie od niego mi wystarczyło.Jestem dosyć skrytą osobą, dlatego też nie miałam potrzeby, żeby dawać swoje zdjęcia na Instagramie, pisać o tym na Facebooku, czy publikować gdziekolwiek wyników z Endomondo. Raczej zawsze najpierw wolę coś robić, a dopiero później o tym mówić.Z czasem zaczęłam zauważać, że na moim ciele pojawiają się mięśnie, a moja kondycja wzrasta. Z kogoś, kto nie był w stanie zrobić 20 brzuszków, zmieniłam się w kogoś, kto nagle robi ich 150 bez żadnej zadyszki czy problemu. Moje nogi zrobiły się umięśnione, a organizm wpadł w tryb regularnego chudnięcia. Trwało to miesiącami, aż nagle zaczęło zbliżać się Boże Narodzenie, a waga zaczęła pokazywać niecałe 60kg. Wtedy był czas na zmianę strategii, która również była zawarta w moim planie. Bardzo się bałam efektu jojo, więc wyjść z diety też musiałam z głową. Do jadanych 1400 kalorii dodawałam sobie pomału po 100 kalorii tygodniowo, aż doszłam do ilości 2000 kalorii dziennie. Ćwiczyłam nadal tyle samo co wcześniej, czyli godzinę, 5 razy w tygodniu i zostawiłam też wcześniejszą regularną liczbę posiłków. Na tym etapie schudłam jeszcze 4 kilogramy, aż waga stanęła na 56 kilogramach i utrzymuje się w tych okolicach do dnia dzisiejszego. Nie miałam efektu jojo, ani żadnych innych przykrości w postaci nagłego przytycia. Równo po 9 miesiącach mogłam przyjąć za pewnik, że odniosłam sukces. Schudłam łącznie 38 kilogramów, a wagę 56 kilogramów utrzymuje od prawie 3 lat. Ćwiczę nadal ale już tylko 2-3 razy w tygodniu i nadal nie zakazuję sobie żelków czy czekolady i nadal jadam 4-5 posiłków dziennie, zwracając uwagę, żeby było w nich sporo warzyw i owoców.Kiedy schudłam zrobiłam się odrobinkę pewniejsza siebie, co pozwoliło mi na powrót do mojego ukochanego sportu. Choroba odpuściła mi na tyle, że mogłam koślawo powrócić do trenowania od wielu lat aikido. Jestem pewna, że gdybym nie schudła, to nigdy bym nie dała rady, wrócić do tego co kocham. Od tego czasu zmieniło się całe moje życie i nie zamieniłabym go teraz na żadne inne. Czuję się szczęśliwa wśród ludzi, których kocham i którzy nie oceniają mnie po wyglądzie czy wadze. Mogę robić to co uwielbiam i jestem dumna z siebie, że zrobiłam taką ogromną pracę.Chciałabym dać innym nadzieję i motywację. Nie potrzeba ani cudownych diet ani specjalnych butów do biegania, ani nawet nie potrzeba poparcia znajomych, bo jeśli czegoś bardzo chcemy, to na pewno nam się uda jeśli będziemy dążyć do celu. Człowiek najbardziej się boi jak coś jest nieznane, a jeśli dodatkowo, jest to ciężkie do osiągnięcia, to można łatwo dać się pokonać przez słabości i zwątpienie. Dlatego w moim przypadku plan działania i poznanie przeciwnika, były najważniejsze. Później tylko trzymałam się wcześniejszego planu, ustalonej liczby posiłków, kalorii i sportu i nie musiałam robić nic więcej. Przydało się też odrobinkę to, że jestem uparciuchem i że niezbyt się przejmuję opiniami innych ludzi na swój temat, jeśli nie są w stanie logicznie przekonać mnie do swoich racji. Myślę, że każdy jest w stanie osiągnąć to samo co ja. Szczególnie, że mam naprawdę dużo ograniczeń w życiu codziennym, a i tak dałam radę. Jeśli ja dałam radę, z moją chorobą i ograniczeniami, to każdy też tak może jeśli tylko będzie chciał.Iza 

WYBÓR REDAKCJI

W jaki sposób mogę osiągnąć podobne rezultaty? Gdzie można kupić odpowiednie preparaty?Jakie jest oddziaływanie tych preparatów na organizm?

    Nasza redakcja rekomenduje program odżywczy polegający na połączeniu odżywiania, bez restrykcyjnej diety, wykorzystujący naturalne mechanizmy i metabolizm w organizmie. Dzięki wdrożeniu kilku prostych zasad można doprowadzić organizm do wyregulowania poziomu cukru we krwi i równowagi hormonalnej.

   Projekt ZEN8™ jest dostępny tylko w jednej firmie w sprzedaży internetowej.
   Oparty jest o wykorzystanie tylko naturalnych składników, ale też o wyrobienie właściwych nawyków żywieniowych, które pozwalają utrzymać obwody ciała i wagę na wymaganym poziomie. Program ten doceniają sportowcy i osoby aktywne, które dzięki temu poprawiają swoje wyniki sportowe. Osoby z niedowagą mogą również podnieść swoją wagę dzięki ćwiczeniom i wzmocnieniu mięśni. Program można w łatwy sposób zaadoptować do każdej sylwetki i stylu życia. Wymaga opanowania i przestrzegania kilku prostych zasad, składa się z trzech etapów.

Ten post ma jeden komentarz

  1. Wow! Iza 🙂 Nie wiedziałam, że za Tobą stoi taka Historia 🙂 Ale jakże dla mnie samej bliska i znajoma 😉 Ja miałam 14-15 lat, kiedy postanowiłam “skończyć” ze swoimi kilogramami. Tylko że ja miałam szybkie rezultaty, ponieważ zastosowałam wymyśloną przeze mnie samą dietę (wiele lat póżniej dowiedziałam się, że była prawie identyczna z dietą Dukana). Nie jest to zdrowa dieta, choć i bardzo skuteczna, jak si e okazało – w ciągu 2 miesięcy straciłam 25 kilo. Pojechałam do babci na wakacje z wagą 79 kilo, a wróciłam z 54 🙂 Byłam sensacją na całą swoją szkołę. Moje życie diametralnie się zmieniło… Efektu jojo również nie miałam, bo nie wróciłam do starych nawyków żywieniowych z dużą ilością białego pieczywa i słodyczy. Oczywiście, były różne okresy w moim życiu – ciąża i urodzenie dziecka, stresy i depresja… i parę razy wyszłam poza próg swojej właściwej wagi 60 kg nawet o 10 kilo więcej, ale potrafiłam zauważyć problem w postaci ciężkości poruszania się, więc szybko podejmowałam akcję naprawcze. Dla mojego organizmu najlepiej służy wyeliminowanie chleba i cukru 🙂 I oczywiście małe porcje regularnych posiłków. I żadnego nocnego podjadania 😛 Pozdrawiam serdecznie! 🙂

Dodaj komentarz

Czy zapisałeś się już na JTRENING?

Zapisz się teraz, abyś od razu mógł otrzymywać na swojego maila specjalnie przygotowane lekcje prowadzące Cię krok po kroku przez system wsparcia na stronie Generacjamlodych.pl.
W każdej chwili możesz się z niego wypisać. W każdej chwili możesz go uruchomić od nowa. Twoje dane są bezpieczne zgodnie z Polityką Prywatności.